Podcast
No. 12 SUKCESJA - JAK ANGAŻOWAĆ SYNÓW W FIRMĘ WARTĄ MILIONY? WYWIAD Z ANDRZEJEM ROGOWSKIM
23/06/2022
43:35

Wiele mówi się o tym jak zabezpieczyć majątek. W jaki sposób go zainwestować, chronić przed ryzykami i turbulencjami, których się obawiasz. Dziś rozmawiamy o rodzinnym przedsiębiorstwie. O tym jak je skutecznie prowadzić, jak posadzić za jego sterami dzieci, czyli o sukcesji. Moim gościem jest Andrzej Rogowski, założyciel Multimedia Polska. Będziemy mówić o spółce sprzedanej za niebagatelną, dziesięciocyfrową kwotę.

Transkrypcja wywiadu z Andrzejem Rogowskim, założycielem Multimedia Polska

Anna Maria: Witam. Na moim kanale Wealth Advisory. Anna Maria Panasiuk. Moim gościem jest pan Andrzej Rogowski, inwestor, przedsiębiorca, ojciec dwóch wspaniałych synów, z którym prowadzi biznes. Miłośnik koni. Bardzo charyzmatyczny lider, zawsze blisko swojego zespołu. 

Jak to wszystko się zaczęło? To był 1996 r. Założył pan przedsiębiorstwo Multimedia. Przez wiele lat prawie 23. Konsekwentnie rozwijał. A w momencie, kiedy w 2019 roku mieliśmy na pokładzie około 2 tysiące ludzi, obroty mocno powyżej pół miliarda zdecydował się Pan sprzedać firmę. 

Pamiętam spotkanie z zespołem, gdzie zespół był mocno w pana wpatrzony. Był Pan osobą charyzmatyczną w przedsiębiorstwie. 

Dzisiaj… Ale zanim powiemy sobie, jak to jest dzisiaj, proszę powiedzieć, czy pamięta Pan, kiedy się poznaliśmy?

Andrzej R.: Tak, to było bardzo, bardzo dawno temu, około 20 lat temu. Wiem, że to było w momencie, gdy oprócz Multimediów, zacząłem tworzyć też ze starszym synem (bo on wspólnie w tym uczestniczył) inne spółki z innej branży (chodziło szczególnie o nieruchomości) to zrozumiałem, że potrzebuje po prostu wsparcia do tworzenia struktury organizacyjnej nowych spółek.

Natomiast jeżeli chodzi o początek Multimediów, to muszę powiedzieć, że początek to był w roku 91, kiedy to rozpocząłem inwestycje w samym Kaliszu. No i wtedy marzeniem było, w pierwszym biznes planie stworzenie sieci w wysokiej zabudowie Kalisza. No oczywiście w 96r. to był właśnie etap przekształcenia TeleKalu, w Multimedia.

POCZĄTEK BIZNESU MULTIMEDIA POLSKA

Anna Maria: To początku to był inny biznes…

Andrzej R.: Na początku to była spółka tylko dla lokalizacji Kaliskiej. A jak przekształciliśmy się w Multimedia to byłem już na etapie, gdzie raczej biznesowo patrzyłem na Polskę, a nie na Kalisz, bo to wtedy tych miejscowości przybywało i spółka się rozwijała. Tak to było.

Anna Maria: Pamiętam, że od samego początku w biznesie był starszy syn Piotr. W którym momencie podjął Pan decyzję i jak to się stało, że dołączył na pokład?

Andrzej R.: Piotrek, zresztą Przemek byli zawsze kibicami tego co robiłem. Byli zaangażowani i mieli ciekawość włączenia się w działanie operacyjne, biznesowe. Z całą pewnością wykorzystałem to umieszczając ich blisko siebie w strukturze organizacyjnej, dając im pewną odpowiedzialność lub po prostu po to, żeby wspierali to co robię i mogli gdzieś oczywiście z boku to wszystko oceniać, ale przede wszystkim, żeby zdobywali doświadczenie.

I rzeczywiście Piotr był niemalże od samego początku, jeżeli chodzi o Multimedia. Zresztą ja i moi partnerzy widzieliśmy w Piotrze wiedzę i potencjał precyzyjnego i krytycznego myślenia. To Piotra bardzo charakteryzuje i mi się to bardzo podobało, bo będąc optymistą człowiek też często robi takie błędy. Błędy działania zbyt impulsywnego i niekiedy nadmiarowego. A to on był tym cenzorem i mi się w tej roli bardzo podobał. Później dołączył Przemek. Oczywiście z racji wieku to było później, jak już skończył karierę sportową. Już dokładnie nie pamiętam, w którym roku to było, ale tuż przed olimpiadą w Pekinie, kiedy po olimpiadzie w Atenach, gdy się przygotowywał do Pekinu zerwał ścięgno Achillesa i do Pekinu nie pojechał. Wielkie zmartwienie, dla niego to było załamanie kariery.

Anna Maria: Czyli Piotr jeździ konno, a Przemek co robi?

Andrzej R.: Przemek uczestniczył w dotychczas nazywanej najszybszej białej sztafecie, gdzie zdobyli srebrny medal mistrzostw Europy, przegrywając tylko z Anglikami, czyli ciemnoskórą sztafetą. No, całkiem dobre osiągnięcia. Sam fakt, że był na olimpiadzie w Atenach i do Pekinu był przygotowywany. Ta kontuzja niestety karierę przerwała. Wówczas zapadła decyzja Przemek trudno to, co się tam kiedyś kończy. No i zaproponowałem mu też współdziałanie w moim biznesie.

SUKCESJA, CZYLI JAK ZACHĘCIĆ DZIECI DO WSPÓLNEGO BIZNESU

Anna Maria: Jak o tym wszystkim myślę i zastanawiam się, jakim był Pan ojcem? Czy był Pan przewodnikiem dla swoich chłopaków? W jaki sposób Pan ich inspirował? Jak zachęcał ich do tego, żeby poszli w Pana ślady? Pamiętam taką sytuację, kiedy jesteśmy w Warszawie i Piotr jest w Kaliszu w biurze. Łączymy się z biurem w Kaliszu i pamiętam, że Piotr mówi – Tata, przepraszam, jestem u ciebie w gabinecie. A Pan mówi: Najważniejsze, że nie siedzisz w moim fotelu 🙂

Andrzej R.: Tak, chociaż ja na pewno nigdy nie nakłaniałem synów do niczego. No, jeżeli to inspirowałem, ale oni mieli wystarczająco dużo takiego wewnętrznego parcia na współpracę ze mną. Starałem się być dobrym przykładem. Nigdy broń Boże nie nakłaniając ich do niczego. Oczywiście, jeżeli chodziło o omawianie spraw biznesowych, jest rzeczą naturalną, że starałem się swoje doświadczenie, swój punkt widzenia bardzo mocno prezentować, ale i Piotrek z czasem, z latami, z doświadczeniem, coraz mocniej prezentuje swoje zdanie wspierające czy kontrujące. Również tą doskonałą cechę widzę coraz częściej u Przemka. Gdzie widać, że on już sam ten biznes też sobie konstruuje w swoich myślach, w swojej głowie i potrafi wspierać, przeciwstawiać się i inspirować. To mi się podoba i zawsze z mojej strony dawałem dobry przykład. Ja nie musiałem ich do niczego namawiać. Wprost przeciwnie, jak proponowałem, żeby była współpraca to widziałem ich zadowolenie i chęć.

Anna Maria: Co by pan powiedział naszym słuchaczom? Czy jest coś, co zrobiłby Pan inaczej? Co by Pan poradził? W jaki sposób zachęcić dzieci, żeby pracowały z nami?

Andrzej R.: To pewnie nie jest prosta sprawa i nie ma dobrej recepty. Myślę, że zawsze to wynika z sytuacji rodzinnej. Na pewno i Piotrek, i Przemek byli zafascynowani patrząc na to co robię. Chętnie dyskutowali na ten temat. Natomiast na pewno jest pewna specyfika, bo nasi znajomi dalsi, bliżsi zawsze się dziwili, jak to jest, że nasze dzieci już są dorosłe i chcą z nami jeździć na wczasy. …to powiedzmy tak na gorąco komentuję. Oczywiście to też zasługa żony, która się temu w pełni poświęciła. I to, że przy mojej bardzo częstej nieobecności w domu to wszystko jakoś tak się fajnie łączyło rodzinnie i biznesowo, to jest na pewno jej zasługą.

Anna Maria: Tutaj można powiedzieć, że takie partnerstwo w życiu, wzajemny szacunek.

Andrzej R.: Myślę, że to jest co najmniej, no bo obok pełnego zaangażowania w to co robiłem, to miało wpływ na funkcjonowanie całej rodziny. Już nie mówię o sprawach materialnych, ale po prostu zaangażowania i aktywności. Jak później, już po tych pierwszych latach biznesowych jeden i drugi syn się w to włączył, całe rodziny się włączyły. Dlatego się śmieję, że jak wyjeżdżaliśmy na wczasy to obok przyjemności też były dyskusje i pomysły biznesowe. To jest wartość, bo to można oceniać źle, że nie ma tam zupełnego oderwania się, ale ja w tym widzę wartość. że. Bo to wynika z wewnętrznego zapotrzebowania mówienia o ważnych sprawach i przede wszystkim tworzenia nowych rzeczy, bo biznes to jest tworzenie nowej rzeczywistości.

LEKCJA ŻYCIA. CO JEST NAJISTOTNIEJSZE W PROWADZENIU BIZNESU

Anna Maria: No właśnie, przejdźmy do biznesu. Dwadzieścia trzy lata temu Pan powiedział, że się pomyliłem o 5 lat, czyli tego było 28 lat w sumie prowadzenia konsekwentnie firmy, która na rynku była postrzegana jako bardzo solidna firma. Zarówno przez instytucje finansowe, jak i innych partnerów biznesowych i jako solidny kontrahent. No ale różne są sytuacje w biznesie, były zakręty, było ciężko, było dobrze, ale było różnie. Jakie wciągnął Pan z tego wnioski? Bo przecież dzisiaj prowadzi Pan nowy biznes. Ba, nie jeden. Jakie lekcje wyciągnął Pan z tego doświadczenia i co mógłby Pan powiedzieć, że było najważniejsze? Co Pan powiela i w co wierzy? Co się Panu sprawdza?

Andrzej R.: Tak, niełatwe pytanie i bardzo szeroko określone. Ale to, co jest najistotniejsze w tworzeniu biznesu to dobór ludzi. Nawet pamiętam taką rozmowę z Piotrem. Kiedy on do swoich przedsięwzięć budowlanych dobierał ludzi, bo chciałem, żeby on dobierał ludzi. Pamiętam taki moment… Piotr mówi – „mam tu parę ludzi umówionych, ale to godzinę, półtorej najwyżej zajmie i możemy kontynuować”. No i wtedy mnie to tknęło. Powiedziałem Piotrek to, co teraz będziesz robił, to jest najważniejsze dla twojego dalszego biznesu. Bo to kogo wybierzesz, tak Ci będzie pomagał. Piotrek bardzo sobie to wziął do serca i i muszę powiedzieć, że w tym momencie, w aktualnie prowadzonym biznesie, gdzie jest szefem operacyjnym i ma w zasadzie kluczową rolę, jest geniuszem doboru ludzi. On nie popełnia błędów w tym obszarze.

Anna Maria: Zawsze jest z Panem też zespół, który Pan dobrze zna. To jest ta charyzma, o której mówię.

Andrzej R.: Tak, mówiąc o zespołach to jest oczywiste, że najpierw w firmie znałem każdego, bo przyjmowałem każdego, dopóki firma miała 100 czy 200 osób, to nie odbywało się nic bez mojego bezpośredniego udziału. Później to się stawało niemożliwe. Jednak kluczowa struktura ta najistotniejsza składała się z ludzi, do których mam zaufanie, których znałem, którzy ze mną przeszli przez wiele lat wspólnego budowania firmy. I myślę, że to warto zauważyć i wypowiedzieć, bo mówi się, że ludzie nie odchodzą od firmy, odchodzą od menedżerów. Choć to jest powiedzenie, to pewnie to jest prawda.

Ja mogę sobie to z satysfakcją powiedzieć, że do końca Multimediów doszło ze mną bardzo dużo ludzi, którzy albo dołączyli do mnie na samym początku – bo takie przypadki były. A później, bo w roku 2006, kiedy spółka wychodziła na giełdę i był to czas, gdy bardzo wzmacniałem zespół, ci ludzie zostali ze mną do końca i to się czuło na wszelkich spotkaniach, że żyją tą firmą. Oni rozumieli dokładnie, jak ten biznes chcę prowadzić. Ja starałem się też ich rozumieć, żeby tworzyć dobre warunki do współdziałania, żeby była komunikacja, żeby była otwartość.

Anna Maria: Czyli to była lojalność, to była też współpraca z nimi i też takie wspólne zaangażowanie, ale też wspólne benefity związane z tym, co się buduje prawda? Tych osób było kilkadziesiąt w sumie i zostały do końca.

Andrzej R.: One zostały do końca. Oczywiście kwestie benefitów są zawsze ważne. Ale nie najważniejsze. Ja nawet w różnych badaniach firmy, które prowadziliśmy to wynagrodzenia były wysoko, ale nie na pierwszym miejscu, była kwestia atmosfery i zrozumienia. Ludzie jednak w pracy spędzają wiele, wiele godzin, dużą część swojego życia. Więc stworzenie takiej atmosfery, żeby ludzie się rozumieli jest ważne, aby zespół tworzyć i utrzymywać, żeby struktury były stabilne, a nie zmieniały się często. W sposób naturalny rodzi się kreatywność ludzi – jak ludzie pozytywnie myślą o prezesie, o dyrektorze, o firmie to oni coś podpowiadają, coś proponują. To jest najbardziej fantastyczne w działaniu firmy.

SKALOWANIE BIZNESU – DELEGOWANIE

Anna Maria: Powiedział Pan o tym, że znał Pan wszystkich, do około stu osób, a skończyło się na dwóch tysiącach. W którym momencie poczuł Pan, że musi już delegować? Czasami jest to trudne, no ale przy rozwijającym się biznesie trzeba doprowadzić do tego momentu. To jest taki moment samorozwoju przedsiębiorcy. Proszę powiedzieć, jak to w Pańskim przypadku było?

Andrzej R.: Nie miałem z pewnością łatwiej na roli, ponieważ przez większość mojej kariery zawodowej w Multimediach byłem jedynym członkiem zarządu. Natomiast wszystkim zawsze bardzo głośno komunikowały, że ja jestem prezesem, ale wy wspólnie ze mną podejmujecie wszystkie decyzje.

Anna Maria: W którymś momencie jednak przestał Pan rozmawiać ze wszystkimi. Czyli musiał im Pan zaufać.

Andrzej R.: Myślę, że to były lata jeszcze późne dziewięćdziesiąte, kiedy już pojawiły się nowe lokalizacje typu Lublin, Rzeszów, Zamość.

Anna Maria: Czyli trochę geografia, w tym pomogła.

Andrzej R.: Geografia. Już nawet w sensie fizycznym nie mogłem być wszędzie. Więc tam musiałem dobierać dobrych ludzi, którzy już byli samodzielni, żeby zarządzać lokalnymi strukturami. Ja lubiłem tam być i to było fajne odczucie, że jak wchodziłem do Zamościa, który był pierwszym oddziałem to każdą Panią w biurze obsługi klienta znałem, a jak wszedłem do Rzeszowa to już nie. To była konieczność. Zresztą spółka bardzo szybko wzrastała i próba utrzymywania wszystkich wątków decyzyjnych byłaby fatalnym błędem. To się wiąże w naturalny sposób z koniecznością delegowania i jeżeli się dobrze tych ludzi dobiera, to ludzie są fajni, ludzie dbają o interes firmy. Trzeba się jak najszybciej nauczyć delegowania. Oczywiście dużo czasu poświęcić, żeby dobrze swoje struktury dobrać, ale później nie bać się delegowania. No bo próba utrzymywania wszystkiego w jednym ręku prędzej czy później się kończy źle.

SPRZEDAŻ FIRMY MULTIMEDIA POLSKA

Anna Maria: Firma doskonale się rozwijała. Doskonale się zrozumieliście. Nie wiem, czy słowo samograj jest tutaj właściwe, ale blisko. W tym momencie padło decyzja, żeby sprzedać.

Andrzej R.: Tak naprawdę pierwsze próby sprzedaży były kilka lat wcześniej niż ta sprzedaż nastąpiła. Bo jeżeli chodzi o życie firmy i jej perspektywę czasową, zawsze jest to podporządkowane punktowi widzenia akcjonariuszy. Ja miałem dwóch akcjonariuszy, z którymi do tej pory pracuję, którzy weszli w tę inwestycję w 2001. Z zamiarem sprzedaży i dystansem inwestycyjnym marzeń jest trzy do pięciu lat.

A że im się Multimedia tak spodobały to bardzo mnie wspierali, inspirowali do tego, żeby budować, budować, bo były warunki, aby firma wzrastała. Firma miała dobrą, bardzo dobrą kondycję finansową, ekonomiczną. No i w 2006 zrobiliśmy transakcję giełdową. To było największe prywatne IPO.

Anna Maria: I potem szybko zeszliście z parkietu.

Andrzej R.: Później były różne zawirowania na rynku, bo to był rok 2008/9 i niestety nie mieliśmy, jak to doradcy bankowi mówili, dobrze odwzorowanej wartości firmy na rynku giełdowym. Po tym głębokim kryzysie ekonomicznym końca dekady tego wieku postanowiliśmy odkupić spółkę i z powrotem uczynić ją spółką prywatną. I to się udało. To był na pewno sukces finansowy.

Anna Maria: Wtedy zaczęliście rozmawiać o sprzedaży.

Andrzej R.: I wtedy zaczęliśmy rozmawiać. Po dwóch czy trzech latach ponownie chcieliśmy upublicznić część akcji. Z różnych względów.

Anna Maria: Zanim do tego doszło był Pan kilkakrotnie na negocjacjach w Londynie. Zerwał Pan negocjacje? Co Pana do tego skłoniło? Myślę, że to było bardzo ciekawe doświadczenie.

Andrzej R.: Tak, byliśmy w tej komfortowej sytuacji, że chcieliśmy sprzedać spółkę, a nie musieliśmy. Spółka była w dobrej kondycji, mogliśmy spółkę rozwijać, prowadzić. Biznesowo nie doszliśmy się i ja przekonałem swoich kolegów, partnerów, że mamy perspektywy, że mam strategię na kolejne kilka lat i bardzo szybko mi przyklasnęli. Po prostu oferta, która pojawiła się na stole, nie była na tyle atrakcyjna, żeby nas do tego skłonić.

Anna Maria: Natomiast czy ta końcowa decyzja, która zapadła, to była oferta, na którą czekaliście i ona spełniała Wasze oczekiwania?

Andrzej R.: Tak. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że wykupienie spółki z rynku giełdowego wiązało się z pewnym zadłużeniem, z którym nie chcieliśmy w nieskończoność żyć. To nas skłaniało do tego, żeby jednak poszukiwać wyjścia poprzez sprzedaż, czy to do funduszu, czy transakcji prywatnej.

ŻYCIE PO EXICIE. CZYLI NOWE BIZNESY? ODPOCZYNEK? – CO DALEJ?

Anna Maria: Udało się tą transakcję przeprowadzić, niedawno. Niewiele ponad dwa lata temu. Mógł Pan tak naprawdę rozpocząć odpoczynek. Czego Pan nie zrobił? A jest, gdzie odpoczywać? Piękna posiadłość pod Kaliszem, wyremontowana przez wszystkie lata Pańskiego życia, pięknie odrestaurowany pałac i stadnina koni, więc można by było naprawdę pięknie spędzać czas. A mimo to zdecydował się Pan na to, żeby postawić biznes? Ba, niejeden. Skąd taka decyzja?

Andrzej R.: Pewnie tacy ludzie jak ja już tak mają. Zresztą ja równolegle do Multimediów z synami prowadziłem inne przedsięwzięcia i również fakt sprzedaży Multimediów był pewnym przyczynkiem, okazją do pewnych inwestycji i tworzenia nowych przedsięwzięć. W które mogliby się już bardziej operacyjnie realizować synowie, to było moim celem. Ja w tym momencie nie angażuję się aż tak mocno operacyjnie jak kiedyś. Jestem szefem zarządu, ale operacyjnie ETOTO robi to Piotr. A w kwestie nieruchomościowe bardzo fajnie wyspecjalizował Przemek. Moje zaangażowanie jest o wiele mniejsze, także na ten relaks, odpoczynek na pewno mam więcej czasu.

Anna Maria: To jak często teraz przyjeżdża Pan do Warszawy?

Andrzej R.: Staram się być co tydzień na jeden dzień w biurze. Tego dnia mam bardzo intensywny harmonogram. Resztę można robić zdalnie. To co charakteryzowało spółkę Multimedia to z uwagi na rozdrobnienie po Polsce – w Kutnie, Gdyni, Rzeszowie, Toruniu itd. byliśmy przyzwyczajeni do zdalnego zarządzania poprzez wideokonferencje.

JAKO PRZEDSIĘBIORCA SUKCESU, Z PERSPEKTYWY CZASU CO BY PAN ZROBIŁ INACZEJ?

Anna Maria: Proszę powiedzieć, co by Pan zrobił inaczej, gdyby się Pan mógł cofnąć i podjąć inną decyzję?

Andrzej R.: To niełatwe pytanie. Rodzina czy żona wypomina mi zawsze to brak czasu. Zbyt mało czasu poświęcałem rodzinie. To był na pewno mój błąd. I z perspektywy jak spojrzę, to można było to organizować lepiej. Bez straty dla biznesu, bo myślę, że to jest ważne. Proszę zauważyć, że ja rozpocząłem swój biznes w 91 roku, kiedy po przemianie de facto ustrojowej to się wszystko tworzyło, a dla mnie nie było wzorców. Byliśmy trochę niewolnikami nowych możliwości. Trzeba było być pionierem. I to, co mógłbym poradzić, to w takich sytuacjach trzeba jak najszybciej budować dobre struktury. Oczywiście, które trzeba kontrolować, których trzeba pilnować. Ale zbudować strukturę organizacyjną i delegować uprawnienia i kompetencje po to, żeby w tym wszystkim nie oszaleć i po prostu nie płacić zbyt wysokiej ceny. Bo jak oceniam swoje postępowanie, to ta cena na pewno była nadmiernie duża.

Anna Maria: To z tego co dzisiaj powiedzieliśmy, to takie trzy istotne elementy, które były ważne w Pańskim życiu. To zaangażowanie synów i wzajemny szacunek, partnerskie podejście. Delegacja w biznesie też teraz Pan podkreśla w kontekście czasu dla rodziny jest ważna i ten czas dla rodziny. Czyli kiedy mamy podjąć decyzję – Czy pójść z dzieckiem do kina, czy napisać jeszcze jednego maila, to może trzeba by było pójść z dzieckiem do kina.

Andrzej R.: Dokładnie tak. To często jest też, jak patrzę przez pryzmat tego okresu bardzo duże zaangażowanie. Bo jak miałem swój prywatny biznes to rozpocząłem go w jednym pomieszczeniu, cztery osoby i dwa biurka, czy trzy i to szybko urosło do wymiarów takiej dużej korporacji o wielu ośrodkach w Polsce, to wszystko było angażujące. Więc bardzo, bardzo mocno trzeba dopilnować struktur i delegować kompetencje.

CZY DORADCY SĄ WAŻNI? CZYM SIĘ PAN KIEROWAŁ PRZY ICH DOBORZE?

Anna Maria: To, co Pan teraz mówi, to są struktury wewnątrz organizacji. I tutaj Pan bardzo podkreśla dobór ludzi. Ale przy zarządzaniu takimi dużymi przedsiębiorstwami i majątkiem ważny jest też dobór doradców, prawda? Którzy wspierają. Czym Pan się kieruje, co jest ważne przy doborze takich osób? No bo to są prawnicy, to są doradcy finansowi, prawda?

Andrzej R.: Tak, jeżeli chodzi o dobór również kancelarii. No to raz, że to jest jakaś wstępna weryfikacja kompetencji, doświadczeń. No, choćby tutaj powiem o naszej współpracy, że zaczęła się 20 lat temu.

Nadal trwa. W pewnym momencie ludzie się rozumieją, ludzie zdobywają do siebie zaufanie i chcą kontynuować współpracę. Oczywiście nie wolno oprócz własnych struktur zapominać o dobrym doborze doradców. Ja zawsze w spółce miałem pierwszoligowych audytorów, starałem się nie żałować, w miarę logiki biznesowej środków na dobre doradztwo.

Bez prawników to absolutnie się nie da zbudować biznesy. Ale również i różnych innych doradców. Nie da się go bezpiecznie budować, nie da się optymalnie budować. Z doradcami po prostu unika się błędów. To są koszty, ale koszty błędów są zawsze wyższe, niższe niż koszty dobrze dobranego doradztwa.

Anna Maria: Jak Pan mi zaufał te 20 lat temu? Jak podjęliśmy współpracę?

Andrzej R: Na pewno rekomendacja. Pierwsze dyskusje i efekty pierwszych spotkań. To zawsze tak jest, że ten pierwszy tydzień, miesiąc, kwartał jest kluczowy. Weszliśmy od razu w dość takie ostre współdziałanie. I ta efektywność była duża. Więc nikt nie rezygnuje z doradztwa, ze współpracy, jeżeli jest efektywna. I tak się rodzi zaufanie i wzajemne relacje, które w biznesie są ważne. Ja uważam, że do głównych partnerów w swoim biznesie trzeba mieć zaufanie, bo to się nie da tak wszystkiego traktować na zasadzie procedur, standardów.

Anna Maria: Czyli do tych trzech elementów, które podsumowałam wcześniej, należałoby dodać jeszcze dobry doradca.

Andrzej R.: Dla nas to jest zawsze kluczowe. Jest też takie przysłowie nie wiem, czy dobre, czy niedobre, gdzie mówi się, że doradca za ciebie biznesu nie zrobi, ale z Tobą zrobi to bezpiecznie i efektywnie. No bo to nie można powiedzieć, że jest doradca no to ja jadę na wakacje. To tak nie działa. Dobra współpraca z doradcą przyspiesza, ułatwia. Czyni biznes efektywniejszym. To są wszystkie elementy, które poprawiają efektywność działania poprzez dobór ludzi, których się ma wokół siebie.

KSIĄŻKI OD GOŚCI – CO WARTO PRZECZYTAĆ. INSPIRACJA

Anna Maria: No to na koniec jakby Pan jeszcze mógł powiedzieć, jaką książkę by polecił? To nie musi być książka związana z biznesem. Może być taka lekcja życia.

Andrzej R.: Ostatnio z dużym zaciekawieniem czytałem, chyba nie pomylę tytułu książki, która traktuje o tak zwanym przypadku czarnego łabędzia (Polecana w materiale książka: „Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem” Nassim Nicholas Taleb). Jest fantastyczna. Jest tam zbiór różnych sytuacji, w tym biznesowych, gdzie jakieś wydarzenia na tyle silnie wpływają na plany managera, ojca rodziny czy kogokolwiek i zmieniają wszystko. Wbrew wcześniejszym przewidywaniom. Naprawdę doskonała pozycja. Polecam. Daje dobre wyobrażenie i trochę pokory. Takiego poczucia, że oczywiście możemy wszystko najlepiej zaplanować, ale jakieś czynniki zewnętrzne mogą to zepsuć.

Ja miałem w swojej historii taką sytuację, że miałem super kredytowanie od banku amerykańskiego. Amerykanie robili sieci kablowe i to było w latach 90 tych, kiedy dostałem kredyt. Byłem zszokowany, bo po pierwszej analizie i to kredyt nie był mały, bo to było kilkanaście milionów dolarów na rozwój firmy. Postanowienie było takie, że bank to był Bank of America po skończeniu linii kredytowej, jeżeli ja osiągnę odpowiednie parametry, to cały ten dług zamieni na inwestycje. Na kapitał, bo im się bardzo podobały Multimedia. Byliśmy dogadani na amen. I przyszedł rok, chyba nie pomylę 98, czyli kryzys rosyjski i dostałem jeden telefon. No, Panie Andrzeju, mam dyspozycję z Nowego Jorku od Odry w tamtą stronę ani dolara nie zainwestujemy. Jak długo? Nie wiem. Ja w pewnym momencie przy dobrze rozwijającą się firmie zostałem z długiem, którego nie mogłem obsłużyć, który nagle stał się jakimś koszmarnym problemem dla firmy.

To jest też taki przykład, że trzeba dbać o dywersyfikację. Bo to przy tych biznesach, które jak ja zaczynałem, to ktoś tam znał branżę, ktoś się specjalizował i działaliśmy. Natomiast w momencie, kiedy biznes się rozwija, bardziej się planuje, to myślę, że dywersyfikacja jest jednym z kluczowych elementów, który pozwala wydawać pieniądze bezpiecznie.

Anna Maria: Wydaje mi się, że poruszyliśmy dzisiaj bardzo dużo wątków, bo i sukcesja, i sposób prowadzenia biznesu, życie rodzinne. Bardzo dziękuję Panie Prezesie.

Andrzej R.: Dziękuję. Może nie wszystkie rzeczy potrafiłem precyzyjnie przekazać, ale nawet po tym czasie teraz konstatuje, jak wiele rzeczy musiałem sobie szybko przypomnieć, żeby to w naszej rozmowie przekazać. Dziękuję bardzo.

Dziękuję za pozostanie z nami do końca. Zapraszam do kontaktu i do subskrybowania kanału Wealth Advisory – Anna Maria Panasiuk. Jestem obecna na YouTubeSpotify i Apple Podcast.

Powrót do listy podcastów
Poczytaj więcej
Skontaktuj się ze mną

Z przyjemnością przedstawię Ci możliwości dobrej organizacji i ochrony twoich aktywów. Działam lokalnie i międzynarodowo, dostosowuję najlepsze rozwiązania: prawne, podatkowe, biznesowe i finansowe do indywidualnych potrzeb klientów.

Wiadomość wysłana!

Dziękujemy za przesłanie formularza kontaktowego.

Wystąpił problem!

Przepraszamy, wystąpił chwilowy problem z przesłaniem formularza.
Odśwież stronę i spróbuj ponownie lub skontaktuj się z administratorem.

zdjecie
Anna Maria Panasiuk ×